poniedziałek, 31 października 2016

"Witam w Wydziale Policji mista Atlanta."



~Witajcie kochani!

Z racji tego, że dziś mamy Halloween (którego ja osobiście nie obchodzę) przygotowałam dla Was recenzję pewnego kryminału ...
Zapraszam! :)




Autor: Karin Slaughter
Tytuł: "Miasto glin"
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: MUZA
Data premiery: 14 września 2016








„Miasto glin” jest pierwszą jak dotąd pozycją napisaną przez tę autorkę, którą miałam okazję przeczytać. Słyszałam o jej innych powieściach: „Fatum”, „Ofiara” czy „Niewidzialny”, lecz nigdy nie byłam nimi aż tak zaintrygowana by sięgnąć po którąś z nich…

Atlanta 1974. Kate Murphy jest świeżo upieczoną policjantką. W zdominowanym przez kult macho Wydziale Policji miasta Atlanta nikt nie ma litości dla nowicjuszy. Poza tym to najgorszy dzień na rozpoczęcie służby – nad ranem został zastrzelony jeden z najbardziej lubianych funkcjonariuszy. To kolejna ofiara grasującego w mieście Strzelca. Koledzy z wydziału pałają żądzą zemsty, a miasto, w którym napięcia na tle rasowym sięgają zenitu, znajduje się na krawędzi wojny. Schwytaniem Strzelca powinni zająć się prawdziwi gliniarze. Odsunięte od sprawy Kate Murphy i jej partnerka Maggie Lawson podejmują własne śledztwo. Tymczasem zabójca czyha na następną ofiarę …

Pierwszą moją myślą po przeczytaniu książki, było stwierdzenie, że faceci to wredne i szowinistyczne dupki, a ja od dziś będę „zatwardziałą” feministką. Zrozumiecie, gdy przeczytacie. Autorce należy się duży plus za niezwykle obrazowo przedstawioną Atlantę w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku.

Styl pisania autorki jest prosty i przyjemny w czytaniu. Fabuła jest ciekawa i wciągająca, nie mniej jednak uważam, że powieść ta byłaby dużo ciekawsza gdyby była krótsza – nad niektórymi wątkami autorka zdecydowanie zbyt długo się rozwodziła. W książce tej zabrakło mi także odrobiny dramaturgii, terroru i krwi. Nie było w niej nic drastycznego, co sprawiłoby, że ta książka zostałaby w mej pamięci na dłużej.

„Miasto glin” zawiera w sobie cechy dobrego kryminału: przemyślana fabuła, niespodziewane zwroty akcji, tajemnice, morderstwa. Niestety zabrakło mi tego CZEGOŚ. Kryminał ten był po prostu dobry, nic poza tym.

Zapewne sięgnę po inne książki tej autorki, ale zapewne tylko po to, by sprawdzić, czy po ich przeczytaniu również będę czuła taki niedosyt jak po „Mieście glin”.  

Jeśli chodzi o bohaterów, oni również nie należą do mocnych stron tej powieści. Większość z nich jest na swój sposób dość przewidywalna. Bywały takie postacie, do których pałałam wręcz czystą nienawiścią, np. Terry Lawson. Autorka nie wykreowała żadnej postaci, którą mogłabym polubić. Bywały takie momenty, gdy żarty i poczucie humoru Gail doprowadzały mnie do śmiechu, nie mniej jednak postać tej kobiety nie przypadła do mojego gustu.


Podsumowując, „Miasto glin” okazało się być dla mnie rozczarowaniem, nie mniej jednak książka sama w sobie nie jest zła. Jeśli macie ochotę na krwawą jatkę i sprawę kryminalną „tykającą jak bomba”  zalecam sięgnięcie po jakąś inną pozycję.





Moja ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję 

Księgarni Internetowej PanTomasz.pl







Kto z Was czytał "Miasto glin" lub inną powieść tej autorki?
Polecacie czy odradzacie?

Co aktualnie czytacie? 



Girl from Stars



poniedziałek, 24 października 2016

"Kawę i miłość najlepiej smakować na gorąco"



~Witajcie kochani!

Bez zbędnych wstępów (gdyż minęła już godzina ciszy nocnej :D ) zapraszam na recenzję :)





Autor: Joanna M. Chmielewska
Tytuł: "Poduszka w różowe słonie"
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 20 maja 2015








Po przeczytaniu „Sukienki z mgieł” autorstwa pani Chmielewskiej i odkryciu, że to, co polskie, niekoniecznie musi być takie złe, sięgnięcie po kolejną powieść tej pisarki było tylko kwestią czasu. Piwnica pod Liliowym Kapeluszem uzależniła mnie swoim klimatem i oryginalnością do tego stopnia, że czułam wewnętrzną potrzebę poznania dalszych losów bohaterów. W tym przypadku Hanki, Ani i Łukasza …

W na pozór uporządkowanym życiu trzydziestoletniej singielki Hanki nie ma miejsca na dziecko. Tak naprawdę nie ma w nim miejsca na żadne bliskie relacje, poza przyjaźnią z koleżanką jeszcze ze szkolnej ławki. Ale prawdziwa przyjaźń ma swoją cenę i Hania staje się niespodziewanie dla samej siebie jedyną opiekunką małej dziewczynki. Problemy emocjonalne utrudniają Hance nie tylko relacje z mężczyznami, ale również kontakt z dzieckiem. Potrafi jej zaledwie zapewnić byt, a to okazuje się dalece niewystarczające. Zagubiona we własnych emocjach kobieta i rozpaczliwie tęskniąca za matką dziewczynka nieporadnie próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Poznanie Łukasza wprowadza dodatkowe zawirowania w życiu Hanki. To wydarzenie staje się katalizatorem zmian. Ale aby zmienić cokolwiek, Hanka musi na nowo zmierzyć się z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa…

To co urzekło mnie w „Sukience z mgieł” to niesamowicie dobry i ciekawy styl pisania autorki. Osobiście należę do tej grupy czytelników, dla których najważniejsze są dialogi. Opisy jeśli nie są dobrze napisane, często są przeze mnie omijane podczas czytania. Pani Chmielewska dokonała czegoś niezwykłego. Mimo tego, iż obie książki to głównie opisy (zwłaszcza uczuć, przeżyć, rozmyślań głównej bohaterki), to jednak każdy z nich został przeze mnie dokładnie przeczytany i przeżyty na mój sposób. Niesamowite!

Teraz to, co mnie w książce nie urzekło (bo muszę przyznać, że książka ta porwała mnie w znacznie mniejszy sposób niż „Sukienka z mgieł”). Minusem na pewno jest dość przewidywalna fabuła. Już na samym początku można domyślać się co jest przyczyną dziwnego zachowania głównej bohaterki, Hanki. Sama kobieta do oryginalnych też raczej nie należy – klasyczny przykład współczesnej kobiety: feministka, najważniejsza jest dla niej praca, brak miejsca i czasu w swoim życiu na dzieci itp.

Kolejnym minusem, który także dotyczy fabuły jest złe rozbudowanie akcji. Początkowo wszystko się okropnie ciągnie i przedłuża, a pod koniec autorka wyskakuje z cząstkami historii. Przykład: na początku jeden dzień był opisywany przez kilka, kilkanaście stron, a pod koniec na pół strony (z czego kolejna historia miała miejsce dwa lub trzy miesiące później).

Największą jednak zbrodnią popełnioną w tej książce był brak zakończenia wątku Hanki & Łukasza, którego byłam bardzo ciekawa. Zirytowało mnie do tego stopnia, że znacznie obniżyłam końcową ocenę książki.

Podsumowując, „Poduszka w różowe słonie” to pełna ciepła opowieść o pogodzeniu się z przeszłością i umiejętności pozostawienia tego, co było za sobą i podążaniu naprzód, ku przyszłości.




Moja ocena: 6/10



Kto z Was czytał?
Jakie wrażenia?






Girl from Stars


piątek, 21 października 2016

Szkolny Book Tag


~Witajcie kochani!

Z racji tego, że niedawno obchodziliśmy święto edukacji narodowej, a na moim blogu dawno nie było żadnego Book Tag'u, stworzyłam swój własny SZKOLNY BOOK TAG! :D
Zapraszam do zerknięcia! :)






1. Język angielski - czyli ulubiona zagraniczna książka.





Kto nie jest po raz pierwszy na tym blogu, zapewne dobrze wie, że kocham twórczość pani Hoover, a jej powieść "Maybe someday" jest jedną z moich ulubionych <3




2. Matematyka - czyli książka, podczas której czytania, musiałeś/aś się bardzo skupić.





Zaczęłam ją z tydzień temu i jak na razie mam za sobą 230 stron XD
Na tym etapie czytania, mogę śmiało stwierdzić, że pan Prus nie należy do moich literackich idoli XD



3. Geografia - czyli książka z watkiem podróżniczym.





Tutaj mamy do czynienia z podróżami w czasie, co czyni tę trylogię jeszcze ciekawszą.
Rewelacyjna seria, którą bardzo polecam, mimo tego, że jest ona napisana przez niemiecką autorkę (a z doświadczenia wiem, że niemieckie książki są dość przeciętne :P )



4.Religia - czyli ksiązka z watkiem religijnym.




Schmitt  to klasa sama w sobie, a jego książka "Oskar i pani Róża" chwyta za serce, zapada w pamięć i skłania do głębszych przemyśleń ...
Polecam!



5. Chemia - czyli najlepszy romans.





Nic dodać. Nic ująć.
Najlepszy romans ever <3



6. Język polski - czyli ulubiona szkolna lektura.




Nie znam osoby, która źle wspominałaby tą książkę. 
Każdy kochał Anię Shirley :3




7. Historia - czyli książka z wątkiem historycznym.





Pamiętam jak dziś, tą okropną męczarnię jaka towarzyszyła mi podczas czytania tej książki. Nie mniej jednak świadomość, że się przeczytało "Krzyżaków"  i na dodatek wiedziało się o czym to było - BEZCENNE XD




8. Plastyka - czyli książka z najpiękniejszą okładką.





W tej okładce jest taki jakiś nieodparty urok, który sprawia, że ta okładka zostaje na długo w pamięci i zawsze przypomina Ci o tej historii ...
Idealna <3


9. Muzyka - czyli książka z wątkiem muzycznym.





Chyba nie muszę nic tłumaczyć? :D
Odsyłam do ścieżki dźwiękowej z filmu:








10. Przyroda/Biologia - czyli książka z niekończącymi się opisami przyrody.




To była jedyna lektura jakiej nie przeczytałam w podstawówce.
Really.
Sienkiewicz swoimi opisami doprowadził mnie ...
Do snu XD
Naprawdę.
Podczas czytania po prostu zasnęłam XD



To by było na tyle :D
Kto wytrwał do końca? :P


Do powyższego Tagu nominuję autorów poniższych blogów:












Zostawcie linki do Waszych odpowiedzi :)
Jestem ich bardzo ciekawa :)



Girl from Stars

















piątek, 14 października 2016

"Zasady są po to, aby je łamać"


~Witajcie kochani!

Nie będę się rozwodziła nad wstępem gdyż czeka na mnie "Lalka" Prusa, którą jakimś magicznym cudem muszę przeczytać na poniedziałek XD
Tak, wiem - jestem na straconej pozycji XD
A teraz zapraszam na recenzję :)







Autor: Laurelin Paige
Tytuł: "Uwolnij mnie"
Cykl: "Połączeni"
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 15 września 2016











Co jest najlepszym lekarstwem dla samotnej, znudzonej, dziewczyny z dość nikłym życiem towarzyskim? Oczywiście dobry romans :D A gdzie najłatwiej i najpewniej można znaleźć dobry romans? Oczywiście w galerii książek Wydawnictwa Kobiecego. Mój wybór padł na pierwszą część serii „Połączeni” – „Uwolnij mnie”, pióra Laurelin Paige, która zawładnęła moim sercem swoją pierwszą trylogią „Uwikłani”.


"Złamaliśmy dzisiaj wiele zasad Gwen.

Zasady są po to, żeby je łamać."


Ustalili zasady – tylko seks. Zapomnieli jednak o tym, że serc nikt nie pytał o zdanie.
Pamiętacie Gwen z „Uwikłanych”? W „Połączonych” nadszedł czas, aby poznać jej historię.
Gwen miała ciężkie życie, a przeszłość nawiedza ją niczym mroczny cień, który nie pozwala o sobie zapomnieć. Dlatego buduje wokół siebie mur, zza którego jedynie obserwuje świat. Osiągnęła sukces zawodowy – zarządza jednym z najpopularniejszych klubów nocnych w Nowym Jorku, jest singielką i bezpiecznie czuje się tylko w takich sytuacjach, które może w pełni kontrolować.
Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy w klubie poznaje bogatego i przystojnego playboya – JC. On za wszelką cenę postanawia zburzyć mur, którym się otoczyła. Chce dać jej wolność i nieograniczoną ilość rozkoszy. Zawierają więc układ, który tylko z pozoru wydaje się jasny.
Wkrótce seks bez zobowiązań już im nie wystarcza, a JC okaże się jedyną osobą, na której będzie polegać dziewczyna. Czy Gwen zdoła posłuchać swego serca i otworzyć się na prawdziwą miłość?

„Uwolnij mnie” jest kolejnym erotykiem, napisanym według dobrze znanego nam schematu: skromna i zamknięta w sobie kobieta zawiera układ z obcym, nieziemsko przystojnym i bogatym facetem. Tylko jedna zasada: Nie pytaj o przeszłość ani o przyszłość. To tylko seks. Oczywiście jak zapewne się domyślacie zasada ta została złamana.

Pani Paige ma bardzo przyjemny do czytania styl pisania. Napisane przez nią wszelkie sceny współżycia nie odpychają, nie są zbyt wulgarne. Mimo to, historia aż kipi od zmysłowości i pożądania, które pobudzają naszą wyobraźnię. Co do bohaterów, tak jak już wspomniałam, są dość stereotypowi, przewidywalni. Gdybym miała wybrać który męski bohater z książek tej autorki skradł w pełni moje serce, byłby to na pewno Hudson.

Mimo tego, że książkę czyta się lekko, to muszę przyznać, że początkowo się trochę nudziłam podczas czytania. Wszystko działo się według klasycznego schematu, nic nie potrafiło mnie zaskoczyć. Dopiero gdy minęłam już połowę książki, akcja stała się bardziej tajemnicza i intrygująca. A zakończenie? Totalne zaskoczenie. Mimo iż początkowo nie byłam zachwycona tą powieścią to zakończenie sprawiło, że już nie mogę doczekać się kolejnej części serii „Połączeni”.

Podsumowując, „Uwolnij mnie” jest dość klasyczną i napisaną według schematu książką, nie mniej jednak bardzo wciągającą. Jeśli pragniesz pikanterii, związku bez zasad i przystojnego bohatera, który  Tobie także ma zawrócić w głowie - zdecydowanie polecam.



Moja ocena: 7/10




Za możliwość przeczytania dziękuję:

Wydawnictwo Kobiece




Kto z Was czytał?
Jakie wrażenia?



Girl from Stars


poniedziałek, 10 października 2016

Wrześniowy stosik książkowy


~Witajcie kochani!

Minął już ponad tydzień października a ja dopiero teraz zauważyłam, że na blogu nie pojawił się stosik. Dlatego też postanowiłam szybko to nadrobić :)
Zapraszam!




Tak oto wyglądają moje wrześniowe zdobycze:





Może nie jest ich zbyt wiele, ale dwie już zostały przeze mnie przeczytane i jestem niesamowicie szczęśliwa z możliwości ich posiadania :)






Laurelin Paige "Połączeni. Uwolnij mnie" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. Przygodę z twórczością pani Paige rozpoczęłam od serii "Uwikłani", która bardzo mi się spodobała. Jestem już po lekturze pierwszej części nowej serii autorki i ogółem przypadła mi do gustu. Więcej dowiecie się z recenzji, która pojawi się w tym tygodniu na blogu :)



Katy Evans"Manwhore" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. Ostatnimi czasy coraz częściej sięgam po gorące romanse i zastanawiam się: "Gdzie ci idealni faceci?" XD Recenzja wkrótce! :)





Colleen Hoover "Ugly love" - egzemplarz recenzencki od Księgarnii Internetowej Lovebooks.pl . Ci, którzy znają mnie już trochę, dobrze wiedzą, że uwielbiam twórczość pani Hoover. Dlatego też, gdy na horyzoncie pojawiła się jej nowa powieść po prostu musiałam ją mieć :) Na szczęście dzięki świetnej księgarni Lovebooks.pl mam ją na własność :)
Zapraszam do zerknięcia na RECENZJĘ :)




Tak oto przedstawiają się moje wrześniowe skarby. 
A co w Wasze ręce wpadło we wrześniu?




Girl from Stars







piątek, 7 października 2016

"Realizacja marzeń nie odbywała się w chmurach, tylko w rzeczywistości"


~Witajcie kochani!

Po prawie tygodniowej przerwie powracam do Was z recenzją książki, na którą napewno warto zwrócić uwagę. 
Co z tego, że to powieść wakacyjna.
Co z tego, że mamy już październik.
Co z tego, że pogoda taka, że pożal się Panie Boże XD
JA WCIĄŻ CZUJĘ WAKACJE XD

Zapraszam na recenzję! :)







Autor: Agnieszka Tomczyszyn
Tytuł: "Prawo pierwszych połączeń"
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 15 czerwca  2016




„Prawo pierwszych połączeń” to świetna propozycja do przeczytania na lato. W takim razie, dlaczego recenzja jej pojawia się dopiero w październiku? Odpowiedź jest jedna: nawał pracy, związany z powrotem do szkoły; ciągłe sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne …

Ale dość już tego nauczania, bo nie o tym dzisiejszy post :D


Świat to za mało. To przesłanie zdaje się być myślą przewodnią kilkorga młodych indywidualistów, których losy splatają się przypadkowo na obozie językowym na Korsyce. Odkryją tam smak wolności i bezcenną wartość przyjaźni. Ich energia, walka o spełnienie marzeń i wiara w to, że można żyć inaczej a nie tylko podążać utartymi schematami jest zaraźliwa. Kariera gwiazdy rocka? Kurs fotografii w Arles? Miłość? Podróże? Czy wszystko jest na wyciągnięcie ręki? To zabawna, motywująca i energetyczna powieść dla tych, którym zależy…

„Prawo pierwszych połączeń” było dla mnie kolejnym pozytywnym odkryciem w zakresie polskiej literatury. Po polskie książki z reguły sięgam rzadko, gdyż nie wiele jak dotąd mnie do siebie nie przekonało. Nie mniej jednak powieść pani Tomczyszyn mogę Wam zdecydowanie polecić. Sięgnęłam po nią głównie dlatego, że słyszałam wiele „och-ów” i „ach-ów” (nad polską książką!). Po jej przeczytaniu, zrozumiałam w pełni ten zachwyt …

„Prawo pierwszych połączeń” to przede wszystkim historia przemiany głównego bohatera – Jonasza. Cichy, zamknięty w sobie, wiecznie trzymający się blisko swych dwóch kumpli gitarzysta, który marzy o wielkiej karierze rockmena. Ale to tylko marzenie. Jego poukładane, nudne życie zmieniają jego rodzice, którzy wysyłają go na obóz językowy na Korsykę. Tam poznaje ciekawską i szaloną Laurę, zadufanego w sobie ideała Ariela i cichą i oddaną swej przyjaciółce Laurze – Bean. To dzięki nim Jonasz zrozumie, jak bardzo marnował się w ciągu ostatnich lat. Zrozumiał, że szczęśliwe życie to takie w którym realizujesz swoje marzenia i czerpiesz z życia wszystko co najlepsze …

Ogromnym plusem jest narracja pierwszoosobowa ze strony Jonasza. Aktualnie mamy wiele książek gdzie narratorem jest dziewczyna i większość takich książek jest dość przewidywalna, przynajmniej dla nas – kobiet. A umysł mężczyzny? Jak dla mnie jest ciekawszy i mniej przewidywalny  :D

Autorka wykreowała ciekawe postacie, które na dłuższą metę pozostaną w naszej pamięci. Choć każdy z bohaterów z pozoru jest inny, to kierują nimi podobne emocje i uczucia.


Powieść ta jest niezwykle współcześnie prawdziwa. Choć z początku wydawać by się mogło, że jest to zwykła, prosta opowiastka, to jednak pod powłoką kryje się naprawdę wyjątkowa historia. „Prawo pierwszych połączeń” nie jest tam jakąś banalną młodzieżówką, jakich mamy w księgarniach wiele, tylko historią, którą my, młodzi możemy przeżyć i zrozumieć na swój sposób …

Podsumowując, książka „Prawo pierwszych połączeń” to zabawna, choć pouczająca, ciepła opowieść w sam raz na wakacje, która powinna się spodobać zarówno żeńskiej jak i męskiej grupie czytelniczej. Polecam  :D




Moja ocena: 7/10





Za możliwość przeczytania dziękuję:


Wydawnictwo MG



Kto z Was czytał?
Jakie wrażenie na Was wywarła: pozytywne czy negatywne?



Girl from Stars







niedziela, 2 października 2016

Ruszamy z akcją "Małe co nie co, o mnie" :)



~Witajcie kochani!

Jako iż istnieję już w blogosferze od dłuższego czasu, stwierdziłam, że najwyższy czas, byście mogli lepiej mnie poznać :D

Dlatego też postanowiłam zorganizować akcję, w której każde z Was będzie mogło zadać mi pytanie. Osobiste czy też nie osobiste, odpowiem na każde. SZCZERZE :D

Z akcją będę ruszała na początku każdego miesiąca. Pytania będziecie mogli zadać w komentarzach. Pod koniec miesiąca wszystkie je skumuluję i na nie odpowiem.

Jeśli akcja nie będzie się cieszyła się zainteresowaniem, wtedy z niej zrezygnuję. Jeśli macie ochotę, przeprowadźcie taką akcję na Waszych blogach :)





Tak więc ...
Kto ma jakieś pytanie? :)

Czas START! :)



Wasza Girl from Stars