piątek, 6 maja 2016

"W ciągu tych nielicznych dni dałeś mi prawdziwą wieczność i za to dziękuję"



~Witajcie kochani!

Kto z Was od dwóch dni pisze tzw. "test dojrzałości"? Jak Wam poszła matura? Co było najtrudniejsze a co było banalnie proste?







Pamiętacie może moją recenzję "Love, Rosie"? Zapewne nie :D  To była moja pierwsza książka, którą przeczytałam po obejrzeniu ekranizacji. Film a książka to były dwie różne bajki. Najdziwniejsze jednak było to, że moje serce skradł film, a nie książka. Dlaczego o tym wspominam?  A to dlatego, że książka, której recenzję na dziś dla Was przygotowałam, też jest książką, którą przeczytałam po obejrzeniu ekranizacji.
Jeśli cytat z tytułu postu nic Wam nie mówi, to właśnie Was oświecam, że chodzi tu o ... "Gwiazd naszych wina". Zapraszam na recenzję! :)






Autor: John Green
Tytuł: "Gwiazd naszych wina"
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2012








Fabuła tego bestselleru wśród młodzieży zapewne większości jest znana, ale dla tych, którzy jakimś dziwnym trafem nie mieli z nią styczności, krótko zilustruję z czym mają do czynienia :) Narratorem i zarazem główną bohaterką jest Hazel Grace Lancaster. Odkąd skończyła trzynaście lat choruje na raka. Nie ma zbyt wielu przyjaciół. Jednym z nich jest Philip - aparat tlenowy. To z nim spędza cały swój wolny czas. Dlaczego? Hazel uważa, że jest granatem, który swoim wybuchem zniszczy tych, których kocha. A wybuch to jej śmierć ... Wszystko w jej życiu diametralnie się zmienia, gdy poznaje na spotkaniu grupy wsparcia chorej młodzieży Augustusa, którego największym strachem jest ... Zapomnienie. Nie chce umrzeć bez zostawienia na świecie śladu. Tak by każdy go pamiętał ... I tak zaczyna się jedna z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych historii o miłości ...
O John'ie Green'ie słyszałam bardzo dużo. Rzadko spotykałam się z krytyką co do jego twórczości. Mimo to "Gwiazd naszych wina" jest jak dotąd pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tego autora. Jestem jednak pewna, że zdecydowanie sięgnę po więcej.
To, co mnie urzekło w tej książce to odważne przedstawienie poglądów Hazel na temat śmierci. Osoba taka jak Hazel, która czyta tą książkę, nie znajdzie w niej żadnego pocieszenia, chęci do walki. Owszem, tę walkę widzimy, ale tylko pod koniec historii. To, jak Hazel wraz z Augustusem drwią sobie z losu jaki został im przypisany, jednocześnie pragnąc by ich "mała nieskończoność" trwała jak najdłużej, bardzo mnie wzruszyła i skłoniła do przemyśleń na temat tego, jakie my, ludzie zdrowi mamy niesamowite szczęście. Owszem, każdy z nas umrze, ale jednak nikt z nas nie wie, kiedy się to wydarzy. A na ludzi chorych często spada wyrok: Rok. Może dwa. Miesiąc lub trzy. Czy ktoś z nas tak naprawdę docenia to, że jesteśmy takimi szczęściarzami? Dzięki tej historii zrozumiałam, że w życiu należy kierować się zasadą "Carpe diem"i robić to, co kochamy wraz z najbliższymi nam osobami.
Książka ta nie jest jakąś banalnie napisaną historią. Wypowiedzi bohaterów są bardzo inteligentne, nafaszerowane różnymi trudnymi pojęciami, nad którymi niekiedy i ja się głowiłam :)
Podsumowując, "Gwiazd naszych wina" jest piękną i wzruszającą powieścią o miłości, a także odpowiedzią na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy śmierć, a co życie i jaki ślad człowiek może zostawić po sobie na ziemi? Polecam gorąco :)



Moja ocena: 9/10



Na podstawie książki powstał film. Główne role grają: Shailene Woodley i Ansel Elgort. Muszę przyznać, że reżyserowie wykonali kawał dobrej roboty. Najważniejsze fragmenty i cytaty zostały umieszczone w filmie, przez co film nie traci na swej wartości. Film jest tak samo dobry jak książka i zachęcam do obejrzenia tej ekranizacji :)








Kto z Was czytał? Kto oglądał? Co sądzicie?
Podzielcie się swoimi odczuciami!




Girl from Stars

7 komentarzy:

  1. Czytałam, a następnie oglądałam... I przeryczałam pół filmu, bo wiedziałam co za chwilę się wydarzy... ;)
    Zgrabnie napisana recenzja... Ja na początku byłam zachwycona książką i pod pewnymi względami nadal jestem, jednak z perspektywy czasu, dla mnie to takie 7, może 7.5/10 :)
    Umieranie w dalszym ciągu nie wygląda tak pięknie, jak zostało to przedstawione...
    Mam w dalszym ciągu sentyment do tej książki i myślę, że na zawsze pozostanie na mojej półce...
    Pozdrawiam!
    Iadala
    https://zaczytana-iadala.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tą książkę i ekranizację także :)

    withcoffeeandbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam jeszcze i książkę i film w planach :D Ale pewnie niedługo to zmienię, myślę, że niedługo nawet, bo mam ochotę na podobną burze emocji, mam nadzieję, że ją dostanę :)
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Baaardzo chciałabym przeczytać tę książkę :D Film strasznie mi się podobał i mam nadzieję, że tak samo byłoby z książką ;)
    Pozdrawiam ! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam książki, ani nie oglądałam filmu, ale mam to w planach i mam nadzieję, że uda mi się to zmienić w te wakacje, kiedy będę miała dużo czasu, aby spokojnie nadrobić te zaległości. :)

    PS. Bardzo ciekawa i zachęcająca recenzja. :)

    Pozdrawiam :)
    http://ksiazkowyswiatwyobrazni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam szczerze, że książka mnie nie zachwyciła. Postanowiłam jednak obejrzeć film i prawdę powiedziawszy wyłączyłam go bardzo szybko. To nie jest mój ulubiony gatunek. Książka niezła, ale mnie nie porwała. Bardzo dobra recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka i film są bezbłędne...w sumie zakończenie było inne, niż się spodziewałam.

    Pozdrawiam :)
    http://karolinahajdysz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń