Udało mi się nadrobić bieżące zaległości w recenzenckich, dlatego też w ostatnim czasie sięgam po dużo starsze książki, które od dawna zalegają na moich półkach. O jednej z nich chcę Wam dziś co nieco opowiedzieć :)
Nie tak dawno opowiadałam Wam o cudnej powieści May Alcott pt. "Małe kobietki", a już dziś przychodzę do Was z recenzją kontynuacji tejże powieści, czyli "Dobre żony".
Weekend już praktycznie za nami, od jutra po raz kolejny wrócimy do szarej rzeczywitości - w moim przypadku do szarej rzeczywistości szkolnej :D
Pocieszam się faktem, że to już ostatni tydzień - potem już tylko dwa tygodnie wymarzonej przerwy, czyli ferie :)
Książki do czytania już zamówione, także w ferie nudzić sie nie powinnam :)
A dzisiaj, zapraszam Was na recenzję książki, która w zasadzie powinna się pojawić tutaj już dawno temu, nie mniej jednak moje zabieganie i roztrzepanie sprawiło, że pojawiła się ona dopiero dziś :)
Bez zbędnych wstępów (gdyż minęła już godzina ciszy nocnej :D ) zapraszam na recenzję :)
Autor: Joanna M. Chmielewska
Tytuł: "Poduszka w różowe słonie"
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 20 maja 2015
Po przeczytaniu „Sukienki z mgieł” autorstwa pani
Chmielewskiej i odkryciu, że to, co polskie, niekoniecznie musi być takie złe,
sięgnięcie po kolejną powieść tej pisarki było tylko kwestią czasu. Piwnica pod
Liliowym Kapeluszem uzależniła mnie swoim klimatem i oryginalnością do tego
stopnia, że czułam wewnętrzną potrzebę poznania dalszych losów bohaterów. W tym
przypadku Hanki, Ani i Łukasza …
W na pozór uporządkowanym życiu trzydziestoletniej singielki
Hanki nie ma miejsca na dziecko. Tak naprawdę nie ma w nim miejsca na żadne
bliskie relacje, poza przyjaźnią z koleżanką jeszcze ze szkolnej ławki. Ale
prawdziwa przyjaźń ma swoją cenę i Hania staje się niespodziewanie dla samej
siebie jedyną opiekunką małej dziewczynki. Problemy emocjonalne utrudniają
Hance nie tylko relacje z mężczyznami, ale również kontakt z dzieckiem. Potrafi
jej zaledwie zapewnić byt, a to okazuje się dalece niewystarczające. Zagubiona
we własnych emocjach kobieta i rozpaczliwie tęskniąca za matką dziewczynka
nieporadnie próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Poznanie Łukasza wprowadza
dodatkowe zawirowania w życiu Hanki. To wydarzenie staje się katalizatorem
zmian. Ale aby zmienić cokolwiek, Hanka musi na nowo zmierzyć się z
traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa…
To co urzekło mnie w „Sukience z mgieł” to niesamowicie dobry
i ciekawy styl pisania autorki. Osobiście należę do tej grupy czytelników, dla
których najważniejsze są dialogi. Opisy jeśli nie są dobrze napisane, często są
przeze mnie omijane podczas czytania. Pani Chmielewska dokonała czegoś
niezwykłego. Mimo tego, iż obie książki to głównie opisy (zwłaszcza uczuć,
przeżyć, rozmyślań głównej bohaterki), to jednak każdy z nich został przeze
mnie dokładnie przeczytany i przeżyty na mój sposób. Niesamowite!
Teraz to, co mnie w książce nie urzekło (bo muszę przyznać,
że książka ta porwała mnie w znacznie mniejszy sposób niż „Sukienka z mgieł”).
Minusem na pewno jest dość przewidywalna fabuła. Już na samym początku można domyślać
się co jest przyczyną dziwnego zachowania głównej bohaterki, Hanki. Sama
kobieta do oryginalnych też raczej nie należy – klasyczny przykład współczesnej
kobiety: feministka, najważniejsza jest dla niej praca, brak miejsca i czasu w
swoim życiu na dzieci itp.
Kolejnym minusem, który także dotyczy fabuły jest złe
rozbudowanie akcji. Początkowo wszystko się okropnie ciągnie i przedłuża, a pod
koniec autorka wyskakuje z cząstkami historii. Przykład: na początku jeden
dzień był opisywany przez kilka, kilkanaście stron, a pod koniec na pół strony
(z czego kolejna historia miała miejsce dwa lub trzy miesiące później).
Największą jednak zbrodnią popełnioną w tej książce był brak
zakończenia wątku Hanki & Łukasza, którego byłam bardzo ciekawa. Zirytowało
mnie do tego stopnia, że znacznie obniżyłam końcową ocenę książki.
Podsumowując, „Poduszka w różowe słonie” to pełna ciepła
opowieść o pogodzeniu się z przeszłością i umiejętności pozostawienia tego, co
było za sobą i podążaniu naprzód, ku przyszłości.
Po prawie tygodniowej przerwie powracam do Was z recenzją książki, na którą napewno warto zwrócić uwagę.
Co z tego, że to powieść wakacyjna.
Co z tego, że mamy już październik.
Co z tego, że pogoda taka, że pożal się Panie Boże XD
JA WCIĄŻ CZUJĘ WAKACJE XD
Zapraszam na recenzję! :)
Autor: Agnieszka Tomczyszyn
Tytuł: "Prawo pierwszych połączeń"
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 15 czerwca 2016
„Prawo pierwszych połączeń” to świetna propozycja do
przeczytania na lato. W takim razie, dlaczego recenzja jej pojawia się dopiero
w październiku? Odpowiedź jest jedna: nawał pracy, związany z powrotem do
szkoły; ciągłe sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne …
Ale dość już tego nauczania, bo nie o tym dzisiejszy post :D
Świat to za mało. To przesłanie
zdaje się być myślą przewodnią kilkorga młodych indywidualistów, których losy
splatają się przypadkowo na obozie językowym na Korsyce. Odkryją tam smak
wolności i bezcenną wartość przyjaźni. Ich energia, walka o spełnienie marzeń i
wiara w to, że można żyć inaczej a nie tylko podążać utartymi schematami jest
zaraźliwa. Kariera gwiazdy rocka? Kurs fotografii w Arles? Miłość? Podróże? Czy
wszystko jest na wyciągnięcie ręki? To zabawna, motywująca i energetyczna
powieść dla tych, którym zależy…
„Prawo pierwszych połączeń” było
dla mnie kolejnym pozytywnym odkryciem w zakresie polskiej literatury. Po
polskie książki z reguły sięgam rzadko, gdyż nie wiele jak dotąd mnie do siebie
nie przekonało. Nie mniej jednak powieść pani Tomczyszyn mogę Wam zdecydowanie
polecić. Sięgnęłam po nią głównie dlatego, że słyszałam wiele „och-ów” i „ach-ów”
(nad polską książką!). Po jej przeczytaniu, zrozumiałam w pełni ten zachwyt …
„Prawo pierwszych połączeń” to
przede wszystkim historia przemiany głównego bohatera – Jonasza. Cichy,
zamknięty w sobie, wiecznie trzymający się blisko swych dwóch kumpli
gitarzysta, który marzy o wielkiej karierze rockmena. Ale to tylko marzenie.
Jego poukładane, nudne życie zmieniają jego rodzice, którzy wysyłają go na obóz
językowy na Korsykę. Tam poznaje ciekawską i szaloną Laurę, zadufanego w sobie
ideała Ariela i cichą i oddaną swej przyjaciółce Laurze – Bean. To dzięki nim
Jonasz zrozumie, jak bardzo marnował się w ciągu ostatnich lat. Zrozumiał, że szczęśliwe
życie to takie w którym realizujesz swoje marzenia i czerpiesz z życia wszystko
co najlepsze …
Ogromnym plusem jest narracja pierwszoosobowa
ze strony Jonasza. Aktualnie mamy wiele książek gdzie narratorem jest
dziewczyna i większość takich książek jest dość przewidywalna, przynajmniej dla
nas – kobiet. A umysł mężczyzny? Jak dla mnie jest ciekawszy i mniej przewidywalny
:D
Autorka wykreowała ciekawe postacie, które na dłuższą metę pozostaną w naszej
pamięci. Choć każdy z bohaterów z pozoru jest inny, to kierują nimi podobne
emocje i uczucia.
Powieść ta jest niezwykle
współcześnie prawdziwa. Choć z początku wydawać by się mogło, że jest to
zwykła, prosta opowiastka, to jednak pod powłoką kryje się naprawdę wyjątkowa
historia. „Prawo pierwszych połączeń” nie jest tam jakąś banalną młodzieżówką,
jakich mamy w księgarniach wiele, tylko historią, którą my, młodzi możemy
przeżyć i zrozumieć na swój sposób …
Podsumowując, książka „Prawo
pierwszych połączeń” to zabawna, choć pouczająca, ciepła opowieść w sam raz na
wakacje, która powinna się spodobać zarówno żeńskiej jak i męskiej grupie czytelniczej.
Polecam :D
Jeśli kiedykolwiek twierdziłam, że w wakacje będę miała full czasu na czytanie i recenzowanie książek to... To najzwyczajniej w świecie się myliłam xD Serce mnie aż boli, gdy widzę ten cudny stosik egzemplarzy recenzenckich na moim biurku, i jednocześnie wiem, że nie będzie dane mi czytać je 24h/24h przez 7 dni w tygodniu :D No ale dosyć biadolenia! Czas na recenzję! Na dodatek z ciekawym dodatkiem :3 Zaintrygowanych zapraszam! :)
Autor: Emily Bronte
Tytuł: "Wichrowe Wzgórza"
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Data wydania: 5 luty 2014
Na samym początku muszę przyznać, że gdy sięgnęłam po "Wichrowe Wzgórza", nie miałam bladego pojęcia, o czym tak naprawdę ta książka jest. Wiedziałam tylko tyle, że to jeden z najwspanialszych klasyków o miłości. Jako iż, moje życie uczuciowe to nikły wątek w całym moim (jakże długim 18-letnim życiu) stwierdziłam, że lepiej żyć miłością książkową xD I w taki to sposób w moje chciwe miłości ręce trafiły "Wichrowe Wzgórza".
Akcja tej historii rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku. Do posiadłości Wuthering Heights przybywa nowy dzierżawca - pan Lockwood. Choć jest on zachwycony całą posiadłością i niezwykle pięknym miejscem, to jego uwadze nie umyka fakt, że nie jest on dobrze postrzegany przez pozostałych (dość dziwnych) mieszkańców tego domu. Z pomocą pani Dean, która opowiada mu historię burzliwej i namiętnej miłości, która właśnie w tym miejscu się odegrała, pan Lockwood zaczyna rozumieć ich postepowanie...
Opowieść pani Dean rozpoczyna się od momentu, gdy pan Earnshaw przywozi do swojego domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje swoim dzieciom, aby traktowały go jak swojego brata. Mimo tego, iż chłopiec nie zostaje zaakceptowany przez syna Earnshaw'a - Hindley'a, to jednak między nim a Catherine rodzi się niezwykła więź. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury. Jest mściwa, wszechogarniająca i dzika. Bohaterowie powieści Bronte płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie...
"Wichrowe Wzgórza" to jedyna powieść Emily Bronte. Została ona napisana w 1847 roku. Powyższe wydanie zostało przetłumaczone przez pana Piotra Grzesika i według innych recenzentów oddaje ona prawdziwy, brutalny charakter tej powieści niż w poprzednim wydaniu, przetłumaczonym przez inną osobę. Czy to prawda? Tego jeszcze nie jestem w stanie stwierdzić, gdyż to wydanie, było jak na razie pierwszym, jakim przeczytałam.
Mimo tego, iż "Wichrowe Wzgórza" są uznawane jako romans, to jednak ta burzliwa i namiętna miłość, pełna egoizmu, która połączyła głównych bohaterów nie jest jedynym głównym tematem książki. Powieść ta ukazuje jeszcze dwa ważne aspekty. Pierwszą z nich jest obnażenie mrocznej i dzikiej natury człowieka, który zaślepiony nienawiścią, za krzywdy z przeszłości, nie waha się przed niczym. Drugim aspektem jest ukazanie jakże fałszywej pobożności, którą możemy zauważyć m.in u Josepha.
Cała historia jest dość mroczna, lecz ciągłe zwroty akcji sprawiają, że czytelnik pragnie więcej. Autorka stworzyła intrygujących bohaterów, którzy zapadają w pamięci na dłużej. W moim sercu napewno na dłużej zagości Hareton :D Dzięki tej książce możemy poznać realia w jakich żyli ludzie w tamtej epoce. Podczas czytania tej lektury zawładnęły mną różne emocje, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Patrząc jednak pod względem całości, książka bardzo mi się podobała i cieszę się, że w końcu ją przeczytałam :D
"Wichrowe Wzgórza", choć swą pierwszą premierę miały już dawno temu, to jednak historia ta wciąż wciąga, niepokoi i fascynuje. Pomimo tylu lat wciąż zachwyca i zapada w pamięci. Polecam!
A teraz coś, czego jak dotąd nie było zarówno tutaj, jak i na innych blogach recenzenckich (chyba).
Wraz z blogerką Oro, która bloguje już trochę dłużej jak ja (lecz zdecydowanie z większymi przerwami :D) postanowiłyśmy trochę urozmaicić moje recenzje i dołączyć do nich dodatkowo prace plastyczne, wykonane przez Oro, które będą przedstawiały bohaterów lub miejsca akcji danej książki. Co z tego wyszło? Przekonajcie się sami :)
Oto wizja Oro, jak według niej mogliby wyglądać główni bohaterowie: Catherine i Heathcliff :) Jak dla mnie oba rysunki są świetne, a Wy co sądzicie?
Jeśli chcecie zobaczyć więcej prac Oro, które są równie dobre (a nawet i lepsze :3 ) to zapraszam na JEJ BLOGA :) Komentujcie, obserwujcie :) To napewno zmotywuje ją do dalszego działania :)
Co sądzicie o takiej współpracy?
Podoba się Wam taki dodatek to recenzji czy wolicie wcześniejszą wersję?
Jak dawno tutaj nie było żadnej recenzji! Jako iż, wczoraj oficjalnie zakończyłam rok szkolny, a teraz przede mną tylko miesiąc praktyk, mam nadzieję, że uda mi się nadrobić zaległości w czytaniu, bo przez ostatnie dwa tygodnie, głównymi książkami jakie miałam w ręce był podręcznik do technologii gastronomicznej i podręcznik do matematyki :)
Teraz mogę z czystym sumieniem wrócić do pochłaniania książek :)
A na dziś przygotowałam dla Was recenzję POLSKIEJ! książki :) Zapraszam :)
Autor: Joanna M. Chmielewska
Tytuł: "Sukienka z mgieł"
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Data wydania: 30 marca 2016
Jak dotąd byłam sceptycznie nastawiona do polskiej literatury. Rzadko po nią sięgałam, przeważnie z przymusu (czytaj: lektury szkolna :) ). Pani Chmielewska zmieniła mój pogląd o polskiej twórczości o trzysta sześćdziesiąt stopni i sprawiła, że uwierzyłam, że to co polskie, nie jest takie złe - wręcz przeciwnie.
"Piwnica pod Liliowym Kapeluszem" to niezwykłe miejsce, prowadzone przez równie niesamowitą właścicielkę - Weronikę. Choć na codzień jest wesołą, uśmiechnietą i pomocną osobą, to jednak jak każdy ma swoje tajemnice i problemy. Jednym z nich jest brak świadomości, że jest się przez kogoś kochanym. Niepewna relacja z Brazylijczykiem, z którym połączyła ją nie tylko miłość do kawy. Brak miłości w dzieciństwie ze strony rodziców - świetnych lekarzy, doskonale umiejących rozpoznać choroby ciała, lecz nie potrafiący rozgryźć i zrozumieć tego, co skrywa dusza ich córki...
To właśnie w tym niesamowicie klimatycznym miejscu splatają się historie ludzi, jakich my możemy spotkać na codzień: nieśmiałą, ukrywającą za obciągniętymi rękawami bluzki siniaki Kryśkę, Małomównego, którego najlepszym przyjacielem jest laptop, skromnego i nieznającego swej wartości Andrzejka, czy też niesamicie silną, lecz już zmęczoną Paulę wraz ze swoją chorą na autyzm córczką Korą.
"Sukienka z mgieł" choć z pozoru mogłaby wydawać się historią realnych problemów współczesnych ludzi, to tak naprawdę jest opowieścią o nadziei.
Nadziei na lepsze jutro.
Nadziei, że są wokół nas ludzie, którzy w każdej chwili mogą nam pomóc.
Nadziei, że nigdy nie jest za późno by zrealizować swe marzenia i ambicje ...
Książka ta pokazuje, że nie ważne, jak potoczy się Twoje życie. Ważne byś docenił/a to, co masz i wierzył/a, że możesz zdobyć jeszcze więcej - tylko musisz uwierzyć.
Bohaterów z "Sukienki z mgieł" można spotkać także w "Poduszce w różowe słonie", po które z pewnością sięgnę. Pani Chmielewska ma niesamowity dar przekazania jakże ważnych i poważnych spraw w lekki i przyjemny do czytania sposób. Jestem głęboko przekonana, że moja przygoda z Jej twórczością, nie skończy się na tej książce :) Polecam gorąco!
Moja ocena: 8/10
Kto z Was czytał "Sukienkę z mgieł? Co o niej sądzicie? Czytaliście jeszcze jakieś inne książki tej autorki? Podzielcie się Waszą opinią w komentarzach.