sobota, 25 czerwca 2016

"Zwykle zanim życie wręczy nam swoje najwspanialsze prezenty, owija je starannie w największe przeciwności losu"



~Witajcie kochani!

Po dwóch tygodniach powracam do Was z jeszcze większą dawką energii i pomysłów na kolejne posty :) Bardzo brakowało mi pisania i cieszę się, że mimo przeciwności mogę znów dzielić się z Wami moimi przeżyciami książkowymi :D Na dziś przygotowałam dla Was recenzję "ciepłej jak kluchy" książki :D
Zapraszam!









Autor: Richard Paul Evans
Tytuł: "Szukając Noel"
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2012










Książka "Szukając Noel" trafiła w moje ręce głównie dlatego, że na okładce, nad tytułem był umieszczony intrygujący napis, który głosił, że książka ta przypadnie do gustu tym, którzy uwielbiają twórczość Erica Emmanuela Schmitta. Pomyślałam, że to książka idealna dla mnie; ogromnie zaintrygowana pożyczyłam ją z biblioteki i od razu zaczęłam lekturę. Po przeczytaniu jej jednak stwierdziłam, że porównanie tej książki do twórczości Schmitta jest mocno wyolbrzymione ...

Macy- młoda, piękna i wrażliwa dziewczyna, która w dzieciństwie została bardzo skrzywdzona. Najpierw śmierć ukochanej matki, następnie adopcja - największa zdrada ze strony jej ojca, pełne bólu i żalu rozstanie z ukochaną siostrą Noel, nowy dom i nowa rodzina, w której jednak nie odnalazła tego, co najważniejsze - miłości. Na szczęście Macy spotyka Joette - jej prywatnego anioła, dzięki której dziewczyna w końcu czuje się przez kogoś kochaną ...
Mark - młody, ambitny, zbuntowany przeciwko ojcu, do którego nigdy nie umiał powiedzieć "tato". Zmęczony swoim nudnym życiem spędzonym w warsztacie z "niby ojcem", zawiedziony niespodziewanym rozstaniem z dziewczyną postanawia zmienić swe życie. Ze swojego rodzinnego miasteczka Huntsville przenosi się do Utah, gdzie wynajmuje swoje własne mieszkanie i rozpoczyna studia. Nic jednak nie jest takie proste jak mu się wydawało. Brak środów sprawia, że chłopak musi zrezygnować z uczelni i zacząć pracować. Kolejnym ciosem zadanym przez los jest wiadomość, że jego ukochana matka zginęła w wypadku ... Kiedy wydaje się, że Mark stracił wszystko i kiedy po jego głowie zaczęły krążyć straszne pomysły, wtedy w jego życiu pojawia się ona - Macy.
Dwoje młodych ludzi, których połączyło niesamowite uczucie i jeden cel: za wszelką cenę odnaleźć siostrę Macy - Noel. Los stawia jednak na drodze zakochanych wiele przeciwności.
Czy ich miłość zdoła je pokonać?
Czy uda im się odnaleźć Noel?



Sięgając po tę książkę, miałam nadzieję na ciekawą, zawierającą ważne treści książkę.Skoro opowieść tę porównano do twórczości Schmitta to naprawdę spodziewałam się bardzo dobrej książki. Tutaj jednak nastąpiło rozczarowanie. Nie chodzi mi tutaj o słaby styl pisania, źle wykreowanych bohaterów czy nawet o samą fabułę. Książka "Szukając Noel" to cieplutka historia, którą można przeczytać w zimowy wieczór przy kubku gorącej czekolady lub kakao. Zawarte są w niej pewne wartości, ale nie zostały one jakoś bardziej wyszczególnione, przez co ja naprzykład je przeoczyłam. Historia ta jest banalna i nie ma w niej nic, co zostałoby na dłużej w mej pamięci. Zapewne gdyby ktoś z Was zapytał mnie za dwa miesiące o czym była ta książka, z pewnością miałabym problem z udzieleniem odpowiedzi. To porównanie na okładce było totalnie dla mnie nie trafione, co więcej uważam to za lekką obrazę powieści pióra Schmitta. 
Jeśli szukacie jakieś lekkiej, cieplutkiej jak kluchy opowieści na samotny wieczór to możecie sięgnąc po tę pozycję, jednak ona na mnie nie zrobiła kolosalnego 
wrażenia, jakiego oczekiwałam.




Moja ocena: 6/10





Kto z Was czytał? Co sądzicie?


Na koniec chciałam Wam ogromnie podziękować za Waszą obecność :) Na moim blogu wybiło już 10 000 wyświetleń. Gdy zakładałam bloga nawet w moich marzeniach nie oczekiwałam, że mój blog aż tak się rozwinie. Dlatego chciałam Wam, moi drodzy czytelnicy serdecznie podziękować, bo to dzięki Wam ten blog kwitnie, a ja wraz z nim :)
Dziękuję że jesteście :*





Girl from Stars






1 komentarz:

  1. No cóż, chwyt marketingowy to był. Jak widać na Twoim przykładzie - spełnił swoją rolę. Tak samo jak ja dałam się nabrać rekomendacji Kinga i sięgnęłam po Dziewczynę z pociągu, która wcale nie była taka wciągajaca i fascynujaca, jak rzekomo miała być. Także wniosek jest taki, że trzeba mieć swój rozum i nie nabierać się na takie hasła :) Zapraszam do mnie szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń