piątek, 30 czerwca 2017

Audrey Carlan - "Dziewczyna na miesiąc. Styczeń. Luty. Marzec"



~Witajcie kochani!

Bez zbędnych przedłużeń, gdyż musze gdzieś wyładować swą irytację i ogromne rozczarowanie jakie mnie spotkało przy lekturze pewnej książki, o której co nieco Wam dziś opowiem.
Tak więc, zapraszam! :)






Autor: Audrey Carlan
Tytuł: "Dziewczyna na miesiąc. Styczeń. Luty. Marzec"
Ilość stron: 420
Wydawnictwo: Edipresse
Data premiery: 12 stycznia 2017








Są takie książki, po których przeczytaniu jedyną myślą jaka Ci się nasuwa jest: „Czy ktoś to przeczytał przed wydaniem?”. „Dziewczyna na miesiąc” miała być lekką, zabawną, może nieco niebezpieczną historią, która byłaby pewnego rodzaju odskocznią od szarej rzeczywistości. W życiu jednak nie pomyślałabym, że w moje ręce trafi coś tak słabego.



Mia Saunders potrzebuje pieniędzy, dużo pieniędzy. Ma rok na spłacenie długu, który zaciągnął jej ojciec. Teraz przestępcy grożą jej rodzinie, bo chcą odzyskać kasę. Przecież chodzi o milion dolarów. Mia Saunders to młoda buntowniczka, która próbuje swoich sił jako aktorka. Niespodziewana wiadomość odmienia jej życie - jej ojciec pożyczył dużo pieniędzy i naraził się byłemu chłopakowi Mii, jednemu z licznego grona niewiele wartych facetów, dla których dziewczyna straciła niegdyś głowę. Żeby pomóc ojcu i uratować swoją rodzinę, Mia musi spłacić dług, zatrudnia się więc jako ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa w firmie ciotki, aby co miesiąc dokonywać spłat. Wystarczy, że spędzi miesiąc z bogatym facetem, z którym nie musi uprawiać seksu, aby mieć na kolejną ratę. Łatwizna?

Pierwsze trzy miesiące - Styczeń, luty, marzec - spędza kolejno w Malibu, w Seattle i w chicago. mężczyźni, którzy płacą za jej czas, są znani i bogaci. Weston charles channing trzeci - scenarzysta i reżyser znanej serii filmów - zatrudnia Mię, aby strzegła go przed zakusami młodych kobiet gotowych na wszystko, byle tylko trafić do świata show biznesu. W lutym jest muzą znanego francuskiego malarza Aleca Dubois i pozuje do obrazów, w marcu zamieszkuje z Anthonym Fasano i jego partnerem Hectorem. Tym razem Mia wciela się w rolę narzeczonej Anthony`ego - boksera i spadkobiercy bogatej włoskiej rodziny, który pilnie strzeże swojego sekretu przed najbliższymi .



Dawno już nie spotkałam książki z tak bardzo niewykorzystanym potencjałem. Cykl „Dziewczyna na miesiąc” zapowiadał się bardzo ciekawie, dlatego też po niego sięgnęłam. To było jednak tak bardzo złe, tak bardzo nieprzemyślane, że aż żal serce ściska.  Po zakończonej lekturze nie czuję nawet jakiegoś dużego rozczarowania, tylko niesmak. Ogromny niesmak.



Pierwszym (i zarazem największym) minusem tej książki jest durna i irytująca bohaterka. Matko jedyna. Już dawno żadna bohaterka tak bardzo mnie nie wkurzała. Był nawet moment, gdy chciałam wyrzucić książkę przez okno. Naprawdę. Autentycznie.



Mia Saunders była dla mnie głupiutką, zboczoną i uzależnioną od seksu dziewczyną. Tak, DZIEWCZYNĄ. Nie kobietą (choć bywały takie momenty, gdzie ona sama tak siebie nazywała. Uśmiałam się po wsze czasy). Mimo iż zapewne autorka nie miała takiego zamiaru, to jednak w moim odczuciu główna bohaterka została przedstawiona jako najzwyklejsza w świecie prostytutka, która manipuluje każdym facetem. Początkowo chroniła się rękami i nogami przed nawet samym pomysłem współżycia ze swoimi klientami. A potem co? Sama im do łóżka wskakiwała. Nawet nie musieli prosić.



Drugim, dość istotnym minusem jest „wątek romantyczny”. Nie jestem do końca pewna czy w ogóle powinnam tak to coś nazwać. Absurdem jest dla mnie ta mniemana miłość między główną bohaterką  a jednym z klientów. To był dla mnie jeden, wielki i niesmaczny żart. Znali się tylko miesiąc i łączył ich tylko seks. Naprawdę. Żadnych randek, rozmów. Nic. Tylko relacje łóżkowe (o ile tak mogę to nazwać).



Przejdźmy teraz do tego „mroczniejszego wątku”, pełnego niebezpieczeństw i strachu…

Momencik.
Zaraz, zaraz. 
Ach no tak! Czegoś takiego w ogóle nie było. 
I tutaj nastąpiło kolejne rozczarowanie. 
Niby gang. Niby mafia. A tu nic.
Rok na spłacenie długu?! Ciekawa jestem jaki to gang postępuje tak dobrodusznie. Autorka słabe kryminały ogląda. Albo czyta. Cokolwiek.




Co do scen współżycia – są one dość przeciętne. Czytałam lepsze erotyki. 

Sam styl pisania autorki jest nawet niezły. Pod względem całościowym nie czytało mi się tego źle. Pochłonęłam tą historyjkę w ciągu dwóch dni, jednak nie zmienia to faktu, że było to naprawdę na niskim poziomie.




Czytałam już kilka opinii na temat II części tej serii i z tego co zauważyłam, widać w niej jakiś minimalny postęp. Dlatego też nie skreślam tej autorki. Wręcz przeciwnie – dam jej drugą szansę. Być może w kolejnym tomie zaskoczy mnie nieco bardziej pozytywnie.

Jeśli macie czas i ochotę na coś odmóżdżającego (BARDZO ODMÓŻDŻAJĄCEGO) to możecie po nią sięgnąć. Ostrzegam jednak tych ze słabymi nerwami: strzeżcie się Mii! Dawno już nie spotkałam tak irytującej postaci.







Moja ocena: 5/10





Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Edipresse.








Wakacyjny TBR, przedstawia się następująco:





Ktoś z Was czytał? 
Jesteście równie mocno rozczarowani jak ja, czy wręcz przeciwnie?




Girl from Stars

3 komentarze:

  1. Chyba szkoda czasu na tę książkę. Raczej nie przeczytam. Szczerze mówiąc, nawet okładka nie wygląda zbyt zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  2. To na pewno nie jest pozycja dla mnie. Mam alergię na irytujące główne bohaterki. Poza tym szkoda czasu na coś miernego, kiedy w kolejce czeka tyle dobrych książek ;)

    OdpowiedzUsuń