czwartek, 20 lipca 2017

Kirsty Moseley - "Chłopak, który o mnie walczył"



~Witajcie kochani!


Spotkaliście się kiedyś z takim przypadkiem, gdzie kontynuacja serii jest ciekwsza niż pierwszy tom? :D
Jeśli nie, to macie okazję do nadrobienia, bo o takiej książce chciałabym dzisiaj Wam opowiedzieć :)





Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: "Chłopak, który o mnie walczył"
Ilość stron: 335
Wydawnictwo: Harper Collins
Data premiery: 14 czerwca 2017







Sytuacja, w której to kontynuacja serii jest dużo lepsza niż jej pierwsza część należy do bardzo rzadkich przypadków. Zazwyczaj jest tak, że zachwycamy się pierwszym tomem, a wraz z kolejnymi częściami nasze zainteresowanie nieco maleje. Po przeczytaniu książki „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” nie spodziewałam się jakieś fenomenalnej kontynuacji. Co więcej, spodziewałam się raczej, że autorka zawiedzie mnie tak jak w przypadku kontynuacji serii „Nic do stracenia”. Spotkało mnie jednak bardzo miłe zaskoczenie, gdyż „Chłopak, który o mnie walczył” był zdecydowanie ciekawszy od pierwszego tomu.



Czasem musisz odejść…
Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.

Czasem zostajesz i walczysz…
Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.
Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.



Jednym z największych błędów, jakie wytknęłam autorce po przeczytaniu pierwszej części, było całkowite niewykorzystanie potencjału fabuły. Była ona po prostu mdła i przerysowana, a wątek miłosny zdecydowanie zbyt cukierkowy. W drugiej części nastąpił przełom. Dostałam w końcu to, czego zabrakło mi w poprzedniej części. Handel narkotykami, gangi, bójki, porwania, morderstwa, strzelaniny – to wszystko było! Podczas czytania drugiego tomu nie ma czasu na wzięcie głębszego oddechu, czy też nie daj Boże odłożenie książki. Cały czas coś się działo! I wbrew pozorom nie były to jakieś tkliwe scenki z głównymi bohaterami na czele.



Duży plus dla autorki, za to, iż nie „zeswatała” głównych  bohaterów już po kilku stronach, jak to często w jej historiach bywa. W przypadku „Chłopaka, który o mnie walczył”, czytelnik naprawdę musi trochę poczekać na dalszy rozwój wydarzeń w ich związku, a w ostateczności doczekać do finału, w którym dowiadujemy się jak cała historia się skończyła.



Autorka zaskoczyła mnie nieco swoją wersją finału tej historii. Nie do końca tak to sobie wyobrażałam. Ostateczne decyzje i czyny bohaterów, według mnie nie pasowały do wykreowanych przez autorkę postaci, przez co ja odczuwałam pewnego rodzaju konflikt wewnętrzny. Z jednej strony podobało mi się zakończenie, ale z drugiej strony całkowicie gryzło się ono z moimi wyobrażeniami dotyczącymi tej dwójki bohaterów.



Jeśli kiedykolwiek myślałam, że Jamie skradł całkowicie moje serce już po pierwszym tomie, to grubo się myliłam. Skradł je w całości dopiero po drugim tomie. Dużym zaskoczeniem była dla mnie przemiana głównej, żeńskiej postaci – Ellie. W poprzedniej części była dla mnie niezwykle irytująca i szczerze jej nie znosiłam. Na szczęście w kontynuacji bohaterka ta niesamowicie dojrzewa - staje się po prostu kobietą, a nie jakąś tam nastolatką. Jedynym minusem jaki mogłabym jej zarzucić, to jej wyrażanie emocji za pomocą … piszczenia. Tak – piszczenia. W takich chwilach znów wyobrażałam sobie ją jako pobudzoną hormonami gimnazjalistkę.



Podsumowując, „Chłopak, który o mnie walczył” jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli czytaliście pierwszy tom, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po kontynuację, która jest znacznie ciekawsza od pierwszego tomu. Jeśli zaś nie mieliście do czynienia z tą serią, to pozostaje mi tylko Was zachęcić do sięgnięcia po nią.





Moja ocena: 8/10





Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Harper Collins.





Mój wakacyjny TBR przedstawia się następująco:





Ktoś z Was czytał tą pozycję? A może całą serię?
Co o niej sądzicie? :)




Przypominam o trwającym KONKURSIE :)





Girl from Stars


8 komentarzy:

  1. O dobrze wiedzieć :) Chętnie przeczytam. Ja zawsze sięgałam po serie, które z każdym tomem były słabsze, więc ostatnio trzymałam się z daleka od takich tasiemców.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej serii, ale z chęcią po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam dotychczas dwie książki tej autorki i żadna mi się nie podobała :( Tej serii jeszcze nie znam, ale może kiedyś dam jej szansę ;)
    Read With Passion

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze tak nie miałam,żeby drugim tom był lepszy od pierwszego.Tym bardziej zaciekawiłaś mnie tą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam, ale niestety książka mnie zawiodła.
    Jeśli chcesz to zapraszam na mojego bloga na recenzję, jednakże nie zmuszam :)

    volusequat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń