niedziela, 12 lutego 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Katy Evans - "Manwhore +1"




~Witajcie kochani!

W końcu nadszedł ten dzień, którego tak bardzo się obawiałam - ostatni dzień ferii :(
Jutro poniedziałek znów stanie się znienawidzonym poniedziałekiem, a każdy piątek będzie na wagę złota :D

Na zakończenie tych cudownych ferii, przygotowałam dla Was PRZEDPREMIEROWĄ RECENZJĘ kontynuacji historii pana Saint'a :3

Zapraszam!








Autor: Katy Evans
Tytuł: "Manwhore +1"
Ilość stron: 381
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 17 luty 2017














Poprzednia cześć „Manwhore” zakończyła się w kulminacyjnym momencie. Zakończenie trzymało nas w ogromnej niepewności – nikt nie wiedział jaki będzie finał historii Saint’a i Rachel. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekałam przez te kilka miesięcy na premierę kolejnej części. Nie cierpię, gdy jakaś książka urywa się w połowie i nie znamy jej zakończenia. W takich sytuacjach, (nawet, gdy książka jest słaba) muszę, po prostu MUSZĘ sięgnąć po dalszą część. Teraz już wiem, jak potoczyły się dalsze losy tej dwójki, ale spokojnie! Nie będę spojlerować.



Ponownie zakochasz się w historii wpływowego i bogatego playboya bez skrupułów, który zdecydowanie jest przepełniony grzechem, a jego nazwisko Saint (tł. święty) nie jest ani trochę adekwatne… Jeszcze raz zobaczysz, że bezwzględność i silny charakter w interesach przekłada się na brak kompromisów w łóżku i nieustępliwość w dążeniu do spełnienia w erotycznej strefie…

A co u naszej „niewinnej” Rachel? Cóż, Malcolm Saint miał być wyłącznie zadaniem. Misją dziennikarską. Interesem. Artykułem.
Chociaż próbowała odkryć jego karty, to on odkrył jej delikatne wnętrze i instynktowne potrzeby. Serce wygrało z rozumem i nic już nie może powstrzymać Gwen w dążeniu do spełnienia nowej misji. Misji przeistoczenia się ze zwykłej dziennikarki w panią + 1 Malcolma Sainta.
Czy poprzednie uwikłanie w intrygę i knucie nie odbiją się przykrym echem na drodze zdobycia zaufania najseksowniejszego biznesmena w mieście?




Pierwszy tom spodobał mi się. Naprawdę. Może i nie zwalił mnie z nóg, ale był dobry. Klasyczny erotyk – facet idealny, kobieta, pragnąca zdobyć w życiu coś więcej, romans, namiętność, pożądanie … a na koniec tajemnice i sekrety, które „wychodzą” na światło dziennie i rujnują tę więź, która narodziła się między bohaterami. Klasyk. Czytało się to bardzo dobrze. Miałam nadzieję, że kolejna część będzie na podobnym poziomie. Czegoś mi jednak zabrakło …



Po przeczytaniu „Manwhore +1” nasuwa mi się myśl, że autorka nie do końca miała pomysł na dalszy ciąg wydarzeń. W pierwszej części cały czas się coś działo – odkrywanie prawdziwego Malcolma, towarzyszące nam ciągłe napięcie i zaciekawienie, co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw. W drugiej części nie było czegoś takiego. Kiedy w pewnym momencie nadarzyła się okazja, by odpalić bombę i wywołać burzę emocji u czytelnika, autorka zakończyła go w taki sposób, że … Uff! Zirytowała mnie niesamowicie. Od tego momentu książka ta, najzwyczajniej w świecie mnie nudziła, i nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę ostatnią stronę.



Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale w drugiej części było za dużo Malcolma i Rachel. Te ciągłe sceny seksu, (które tak w ogóle jak dla mnie zawsze były opisywane tak samo – zero kreatywności) po jakimś czasie robiły się dla mnie nużące. Autorka powinna rozwinąć wątki pozostałych bohaterów. Nie pamiętam dokładnie, ile uwago poświęciła przyjaciółkom Rachel w poprzedniej części, ale wydaje mi się, że na pewno więcej. Poza tym, w drugiej części została bardziej wyszczególniona postać ojca Saint’a. Chociaż słowo „wyszczególniona” jest mocno przedobrzona. Osobiście miałam nadzieję, że ta postać wprowadzi jakiś zamęt, chaos w tej powieści. Byłam naprawdę mocno zaintrygowana tą postacią. Niestety, autorka tą postać też „olała”.



Autorka posiada ciekawy styl pisania. Jej książki czyta się naprawdę dobrze. Bywały momenty, gdzie uśmiechałam się sama do siebie, gdy Saint rzucał jakimiś żarcikami i początkowo, naprawdę czytałam tą książkę z zaciekawieniem i przyjemnością. Ale, jak już wcześniej wspomniałam, fabuła tej części (jak dla mnie) to porażka.



Podsumowując, „Manwhore +1” było dla mnie małym rozczarowaniem. Nudna i nieprzemyślana fabuła, banalne i przewidywalne zakończenie, a do tego mało emocjonalne sceny współżycia, które za każdym razem brzmią tak samo. Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów głównych bohaterów, to śmiało. Nie mniej jednak uważam, że lepiej poświęcić swój czas na coś ciekawszego.






Moja ocena: 5/10





Recenzję poprzedniej części znajdziecie TUTAJ.





Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.





Ktoś z Was już czytał?
Jesteście równie mocno rozczarowani jak ja, czy wręcz przeciwnie?





Przypominam o trwającym KONKURSIE WALENTYNKOWYM! :)

Do wygrania atrakcyjne nagrody :)





Girl from Stars









5 komentarzy:

  1. Wczoraj rozpoczęłam czytanie drugiego tomu, drugi czeka w kolejce. ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze żadnej z tych części. Myślę, że pierwsza część może być dla mnie interesująca. Współczuję zakończenia ferii, moje właśnie się zaczęły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam żadnej części, ale czytałam natomiast serię Real, która po drugiej części stała się po prostu nudna, więc nie jestem pewna czy sięgnę po tą.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  4. Podjęłam dobrą decyzję, żeby nie mieszać się w tę serię, chociaż 1 tom troszkę kusi
    Też mi się skończyły właśnie ferie! :(

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa jestem, jak książka zostanie odebrana w blogosferze po premierze, na chwilę obecną widziałam tylko niezbyt zachwalające recenzje :)

    pozdrawiam
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń