środa, 1 lutego 2017

Colleen Hoover - "9 November"





~Witajcie kochani!


Bez żadnych wstępów.

Jakikolwiek wstęp jest zbyteczny.
Przejdźmy od razu do recenzji.
Recenzji książki, która mną wstrząsnęła.
Od razu przepraszam za brak logiczności, spójności i ogólnie za wszelkie błędy.








Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "9 November"
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 9 listopada 2016













Zapewne każdy z Was ma swojego ulubionego autora, czy też autorkę. Zapewne także, spośród wszystkich utworów Waszego faworyta, macie swoją jedną ulubioną pozycję, którą uwielbiacie całym sercem i możecie ją czytać kilka razy – mimo to zachwycacie się nią tak samo, jak w chwili, gdy czytaliście ją po raz pierwszy. Moje serce w minionym roku całkowicie skradła Colleen Hoover. Każda jej powieść dostarczała mi taki ogrom emocji, że po przeczytaniu danej książki, przeżywałam daną historię jeszcze przez kilka dni. Uwielbiam każdą powieść pani Hoover, nie mniej jednak najbliższa memu sercu jest powieść „Maybe Someday”. Do dnia wczorajszego, to właśnie ją faworyzowałam najbardziej i nie sądziłam, że autorka może napisać coś równie dobrego. Zmieniłam swoje zdanie po tym, gdy przeczytałam „9 November” …






9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.
Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.






Zawsze po przeczytaniu jakiejkolwiek powieści Colleen Hoover próbuję zrozumieć na czym, tak naprawdę polega fenomen jej książek. Powieści tego typu mamy mnóstwo na rynku wydawniczym. Co więc sprawia, że to właśnie jej powieści są tak bardzo cenione?  Czy to za sprawką dużej dawki emocji, świetnemu stylu pisania autorki, który sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od książki, póki nie zobaczy ostatniej strony? A może dzięki świetnie przemyślanej fabule, owianej nutką tajemniczości?





Główną zaletą książek pani Hoover jest przede wszystkim ich realność – odzwierciedlenie w rzeczywistości. W jej książkach nie znajdziecie banalnej historii miłosnej, która jest idealna jak w bajkach dla dzieci. Powieści pani Hoover poruszają współczesne problemy, nie tylko dla nastolatków. W przypadku „9 November” poruszane są kwestie takie jak: strata bliskich, relacja rodzice & ich dzieci, wiara w siebie i swoje możliwości.






Nie będę teraz wychwalać stylu pisania autorki, świetnie wykreowanych bohaterów, czy też doskonale przemyślanej i zrealizowanej fabuły. Wydaje mi się, że jest to zbyteczne, gdyż żadne słowa nie oddadzą tego, jak bardzo przeżyłam historię zawartą w książce„9 November”. 





Podsumowując, „9 November” to petarda emocjonalna, która na dłuższą chwilę zawładnie twoim sercem. Nie jest to jedna z tych książek, które odkładając na półkę, po przeczytaniu, wywołuje u ciebie myśli: „To było dobre” – po czym zapominasz o czym ona w ogóle była. To jedna z tych książek, które sprawiają, że masz dziwne poczucie pustki, bo wiesz, że minie dużo czasu, zanim znajdziesz coś równie dobrego. Kac książkowy gwarantowany! Gorąco polecam!






Moja ocena: 10/10




Ktoś z Was czytał? Jakie wrażenia?
Co sądzicie o twórczości tej autorki?




Girl from Stars


5 komentarzy:

  1. zastanawiałam się nad sięgnięciem po jej twórczość, bo jeszcze nie miałam tej przyjemności i podejrzewam, że niedługo to się stanie, bo Twoja recenzja bardzo mnie do tego zachęciła. :)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio miałam książkę w rękach i już miałam zmierzać do kasy kiedy ujrzałam Margo no i ten no, ale książkę na pewno przeczytam!
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak samo jak ty uwielbiam Colleen Hoover, jej książki są zachwycające (co jedna to lepsza) Jeszcze na żadnej książce się nie zawiodłam. Niedługo mam zamiar właśnie sięgnąć po Maybe Someday i właśnie November 9 :) Za pewne się nie zawiodę a tylko więcej zaczerpnę dobrych emocji. :) Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zachęca bym jak najszybciej po tę książkę sięgnęła.
    Pozdrawiam :)

    http://booksofmylifeee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Już wcześniej miałam na nią wielką ochotę, a teraz mam jeszcze większą. Trzeba w końcu spiąć pośladki i wyłączyć netflixa xd

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tobą!
    Uwielbiam Hoover za umiejętność tak doskonałej gry emocjami na czytelniku. Książka świetna <3

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń