~Witajcie kochani!
Aż ciężko mi w to uwierzyć, ale jest to dokładnie trzysetny post!
Zakładając tego bloga nie sądziłam, że aż tyle ich naprodukuję :D
Tym bardziej cieszy mnie to, że na ten okrągły post przypadła recenzja książki, której oczekiwałam równie mocno jak dziecko czekające na św. Mikołaja (a dokładniej na prezenty od tegóż staruszka :D)
Co uczyniło tą książkę tak wyjątkową?
Jest to ostatnia część serii, która nijak nie potrafiła trafić w moje ręce.
A to się zawieruszyła na poczcie, a to kurier mnie w domu nie zastał.
Moje rozczarowanie wzrosło jeszcze bardziej, gdy po skontaktowaniu się z wydawnictwem okazało się, że nie ma już dostępnych egzemplarzy na magazynie.
Ale jak widać, udało się! W moje ręce w końcu trafił długo wyczekiwany ostatni tom :D
Zapraszam na recenzję!
Autor: Audrey Carlan
Tytuł: "Dziewczyna na miesiąc. Październik. Listopad. Grudzień"
Ilość stron: 472
Wydawnictwo: Edipresse
Data premiery: 11 października 2017
III tom serii „Dziewczyny na miesiąc” czytałam już dość
dawno, dlatego biorąc się za pisanie recenzji ostatniego już tomu tego cyklu,
postanowiłam najpierw przeczytać sobie recenzje poprzednich tomów, by
sprawdzić, co uległo zmianom (zarówno na gorsze jak i lepsze). Po zakończonej
powtórce, z ręką na sercu mogę przyznać, że była to zdecydowanie najlepsza
część z wszystkich czterech.
"Dziewczyna na miesiąc", czyli Mia Saunders,
przeszła długą drogę. Dociera już do końca swej dwunastomiesięcznej podróży.
Trafia kolejno do Hollywood, Nowego Jorku i Aspen. W październiku zaczyna nowe
życie i oraz pracę przy programie telewizyjnym, w którym prowadzi część o
pięknym życiu. Jej mężczyzna walczy z duchami przeszłości i urazem psychicznym.
Razem udaje im się znaleźć sposób na pokonanie przebytej traumy. Następnie Mia
jedzie do Nowego Jorku, żeby z okazji Święta Dziękczynienia nagrać program o
byciu wdzięcznym. Spełniają się wszystkie jej marzenia poza jednym. Wreszcie, w
grudniu, trafia do krainy zimowych cudów - do Aspen w Kolorado, żeby nakręcić
odcinek o miejscowych artystach. Podejmuje pracę w wyjątkowych i zaskakujących
okolicznościach. Przygotuj się na koniec ekscytującej podróży Mii!
Po jakże dramatycznym finale III części, wprost nie mogłam
doczekać się momentu, w którym do moich rąk trafi ten długo wyczekiwany,
ostatni tom. Po
zakończonej lekturze stwierdziłam, że dostałam o wiele więcej, niż oczekiwałam.
Wiadomo, że nie jest to jakaś wybitna lektura, ale czytało mi się ją z ogromną
przyjemnością.
To, co najbardziej mi się rzuciło w oczy, po przeczytaniu
całej książki, to duży rozwój pisarski autorki. Wszystkie błędy, jakie
wytykałam poprzednim częściom, w tym tomie nie zostały powtórzone.
Pani Carlan poświęciła zdecydowanie więcej czasu i uwagi
samej fabule. W końcu postawiła na coś innego, niż tylko sceny łóżkowe głównych
bohaterów. Mam pełną świadomość tego, że jest to erotyk, ale przecież nie samym
seksem człowiek żyje, prawda?
W I tomie w końcu mamy do czynienia z jakąś różnorodnością w fabule. Początkowo
na celownik poszedł Wes. Miałam obawy co do rzetelnego oddania stanu
psychicznego człowieka porwanego i torturowanego. Temat dość ciężki i nijak mi
się to miało do erotyku. Moje obawy jednak były zupełnie zbędne, gdyż autorka
połączyła te dwa, różne motywy, tworząc ciekawą i spójną całość. Potem Wes
delikatnie schodzi na drugi plan, a w centrum pojawia się… rodzina Mii.
Wszystkie tajemnice, sekrety i wszelakie niedopowiedzenia są w tej części
dokładnie wyjaśnione.
Dużym zaskoczeniem dla mnie było również wykreowanie Mii na
dorosłą i myślącą kobietę. W poprzednich tomach raczej nie skradła mojego serca
, wręcz przeciwnie – irytowała mnie do potęgi. A nawet to sześcianu.
To, co również uległo zmianie, to mój stosunek do związku
Mii i Wes’a. Nie chodzi o to, że byłam temu wątkowi jakoś szczególnie
przeciwna. Chodziło głównie o to, że dla mnie to mniemane uczucie jakie ich
połączyło, było wyssane z palca i mało przekonujące. Bohaterka praktycznie w
każdym miesiącu sypiała z innym facetem, ale
akurat z tym połączyła ją jakaś więź. Ale dlaczego akurat z nim? To
pytanie męczyło mnie już od samego początku.
I nagle w IV tomie coś w ich relacji uległo zmianie. Autorka skupiła się na
czymś więcej niż na ich życiu erotycznym. W końcu doczekałam się czegoś takiego
prostego jak: rozmowy, okazywanie czułości i wsparcia, drobne sprzeczki itp.
Dzięki takiemu poprowadzeniu tego wątku w końcu uwierzyłam w autentyczność tego
uczucia, jakie ich połączyło. Co więcej – naprawdę mi się on spodobał (nie
wspominając o samej postaci Wes’a).
Ostatnią część czytało mi się równie szybko i lekko, co
poprzednie. Nie da się jednak ukryć, że tą część czytało mi się zdecydowanie
najprzyjemniej. Cieszy mnie to, w jaki sposób autorka rozwinęła i zakończyła
wszystkie wątki. Duży plus, za to, że nie pozostawiła czytelnika z otwartą
kompozycją i głową pełną pytań.
Kolejną zaletą było również to, że w ostatniej części
spotykamy wielu bohaterów z poprzednich
części. Osobiście każdego z nich polubiłam, więc ponowne spotkanie z nimi było
świetnym pomysłem. Jako bonus, Audrey Carlan na samym końcu umieściła także
krótkie informacje o tym, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów,
występujących we wszystkich czterech częściach. Po przeczytaniu ostatnich
linijek tego bonusu, byłam w pełni usatysfakcjonowana.
Samo zakończenie być może było trochę przewidywalne, nie
mniej jednak bardzo udane. Nie da się ukryć, że czwarty tom wyszedł autorce
zdecydowanie najlepiej. Jest to idealna klamra, spójna całość, wieńcząca tą
wciągającą i przezabawną historię.
Na samym końcu, mogę śmiało przyznać, że polubiłam tą serię
i mam do niej duży sentyment. Szkoda, że ta historia dobiegła końca. Ale
przecież nie od dziś wiadomo, że to, co dobre szybko się kończy. Jednak to z
pewnością nie będzie moje ostatnie spotkanie z twórczością tej autorki. Na
mojej półce czeka już pierwszy tom jej kolejnej serii.
Co się jednak tyczy serii „Dziewczyna na miesiąc” - gorąco ją Wam polecam!
A jeśli pierwszy tom Was nie zachwycił, to uwierzcie mi z każdym kolejnym jest
coraz lepiej.
Moja ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziekuję Wydawnictwu Edipresse.
Ktoś z Was czytał tą serię? :)
Co o niej sądzicie?
Girl from Stars
Bardzo ciekawiła mnie ta seria. Musiałabym zacząć od pierwszego tomu, ale skoro polecasz, to chyba się skuszę tym bardziej, że lubię romanse i erotyki ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Nie słyszałam o tej serii, ale teraz dopisuję do listy, bo chcę zapoznać się z nią od pierwszego tomu:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com
Nie byłam przekonana do tej serii na początku, ale coś mi się wydaję, że zmienię zdanie. Może nie zacznę czytać od razu, ale na liście "do przeczytania" już się pojawiła, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się za nią zabrać. No i że będę równie usatysfakcjonowana co ty :)
OdpowiedzUsuń