poniedziałek, 12 stycznia 2026

Największe książkowe rozczarowania 2025 roku

 

~Witajcie kochani!

Był czas na najlepsze książki 2025 roku, a więc przyszedł czas na największe książkowe rozczarowania ubiegłego roku. Zapraszam ♥






Największy zarzut mam chyba do okładki. Szczerze wątpię, by osoby sięgające po tę książkę, wiedziały, na co tak na prawdę się piszą. Bo ta śliczna okładka na pierwszy rzut oka sugeruje, że mamy do czynienia z lekką, świąteczną powieścią. A jednak nic bardziej mylnego, bowiem autorka porusza w niej wiele trudnych tematów, jak choćby przemoc psychiczna i fizyczna, czy uzależnienia.


Takie cięższe tematy są potrzebne w różnego rodzaju powieściach, jednak mam wrażenie, że w tym przypadku było to słabo dopracowane. Jednego dnia bohaterowie doświadczają traumatycznych zdarzeń, by następnego dnia cieszyć się z drobnostek i sprawiać wrażenie, że wcześniejsze przeżycia spłynęły po nich jak po kaczce.


Główna bohaterka drażniła mnie okropnie swoimi monologami. W głowie potrafiła być wyszczekaną laską, ale jak przyszło co do czego, to była jak ciepłe kluchy i nigdy nie potrafiła o siebie zawalczyć. Początkowo może i jest to zabawne, ale z czasem zaczyna mocno drażnić. I ten moment, gdy „życie przelatuje jej przed oczami”, a ona myśli tylko o tym, ile książek nie będzie jej dane przeczytać. Poważnie?





Momentami trudno było mi przebrnąć przez tę historię. Przywykłam do kryminałów Christie, a „Spotkanie w Bagdadzie” to bardziej powieść szpiegowsko-przygodowa. Jest to coś innego, ale nadal dobrego, jak na pióro Christie przystało. Mimo wszystko książka nie trafiła w moje preferencje czytelnicze.


Spory problem miałam z główną bohaterką, Victorią, która była dość irytująca. Płytka i dziecinna. Podejmująca niezwykle głupie decyzje. A pozostali bohaterowie? Misz-masz wszystkiego. Zlepek różnorakich imion i przezwisk, które momentami strasznie mi się mieszały. Historia wymagała ode mnie sporego skupienia, dzięki któremu pomału przypisywałam dane imiona do konkretnych postaci.


Co się tyczy rozwiązania zagadki – są w niej kwestie mniej i bardziej oczywiste. Z pewnością nie tylko mi jedna postać od początku okaże się mocno podejrzana. Ale był również i taki moment, w którym autorce udało się mnie czymś zaskoczyć.


Nie twierdzę, że ta książka jest zła. Ona po prostu nie jest dla mnie.





Z perspektywy czasu dostrzegam, że to, czym byłam kiedyś zachwycona, z biegiem czasu traci swój blask. Nie ma co ukrywać, tej książce daleko do ideału. Pióro Meyer pozostawia wiele do życzenia. Sporo w tej książce nudnawych i przydługawych opisów. Głównie Belli, która swoją drogą, jest postacią wybitnie naiwną. Fabuła momentami niepotrzebnie naciągana i przedłużana. Historia rozwleczona na siedemset stron, a spokojnie można było ją zawrzeć w połowie tego, co ostatecznie otrzymaliśmy.


Ostatnia część podzielona jest na trzy części. Jedna z nich została opowiedziana przez Jacoba. Nigdy nie byłam jego zwolenniczką, moje serducho zawsze biło dla Edwarda, jednak uważam, że ten chłopak za bardzo obrywał przez te wszystkie części.
Nie do końca rozumiem sposobu pisania „rozmów” między wilkołakami. Ogromnie brakowało mi myślników przy ich dialogach. Gubiłam się w tym, kto co mówi. Które zdanie jest wypowiedzią, a które tylko myślą.





Nie wiem, czy to kwestia stylu pisania autorki, czy też samej fabuły, ale nie czułam chemii między bohaterami, a lektura tej powieści z każdym kolejnym rozdziałem robiła się coraz bardziej nużąca.


W zamyśle autorki, Veronica chyba miała być silną i niezależną kobietą. Coś jednak nie wyszło, bowiem dziewczyna bardzo łatwo daje sobą manipulować. Z kolei Kane jest kreowany na super ideała. I być może ta postać nie irytowała mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że przez 90% książki jest ciągle o coś zły i co chwila na kogoś warczy.


„Slow burn” i „age gap” to wątki, które lubię w romansach. W tym jednak przypadku było zbyt „slow” a różnica wieku między bohaterami była praktycznie niewyczuwalna. Kompletnie nie mogłam się wkręcić w tę historię. I bardzo szybko o niej zapomnę.





Bardzo lubię ten cykl od Alka Rogozińskiego, ze względu na główne bohaterki, które są wybitnie specyficzne i wykreowane na zasadzie wręcz absurdalnego kontrastu. Ponownie mamy do czynienia z bogobojną Kazimierą i wyzwoloną Mają.


Strasznie dużo w tej części postaci. Momentami naprawdę można się pogubić, kto jest kim. Główne bohaterki, czyli największy atut tych historii, zostały zepchnięte na dalszy plan. Dla mnie równanie jest proste: mało teściowych = mało śmiechu.


W tej części autor naprawdę miał szerokie pole do popisu jeśli chodzi o wątek humorystyczny. Poruszał bowiem w niej wątek religii, o której Kazimiera i Maja mają zupełnie rozbieżne zdania. Można było to wykorzystać i podkręcić tą komediową część historii.


Wątek historyczny, podobnie jak w tomie trzecim, został przedstawiony w dość obszerny i zawiły sposób, przyćmiewając w ten sposób fakt, że jest to przecież KOMEDIA kryminalna. W pewnych fragmentach byłam trochę zagubiona, co z kolei prowadziło do znudzenia całą fabułą.





Przez zdecydowaną większość czasu, podczas lektury towarzyszyło mi uczucie frustracji. Wynikało ono z faktu, że cała ta dramaturgia, jaka otaczała tę historię była nie potrzebnie nakręcana, a wyolbrzymione problemy można było rozwiązać zwykłą rozmową. Umiejętność konwersacji głównych bohaterów była jednak na poziomie nastolatków, a nie dorosłych ludzi.


O ile styl pisania autorki jest całkiem niezły, to niestety fabuła w tym przypadku leży i kwiczy. Przez większą część książki nie dzieje się nic ciekawego, by pod koniec zasypać nas chaotycznymi wydarzeniami, które i tak nie uratują całości.


Ciężko napisać coś więcej o takim „średniaczku”. Biorąc po uwagę zachwyty nad twórczością autorki, spodziewałam się czegoś lepszego. „33 powody, żeby cię znów zobaczyć to pierwszy tom serii „Wracać do ciebie”. Być może historie Luca i Jasona będą ciekawe, jednak na razie tej serii mówię „pass”.






Czytaliście którąś z powyższych? Co o nich sądzicie? 

Jakie książki Was rozczarowały w minionym roku?






Girl from Stars

2 komentarze:

  1. oo dawno tu nie byłam świetna książka

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Twoje przemyślenia co do "Przed świtem". Ja jednak mam do tej serii sporo sentymentu - mimo tego, że dostrzegam to jak słaba jest.

    OdpowiedzUsuń