piątek, 20 listopada 2020

[335] Katarzyna Berenika Miszczuk - "Ja, ocalona"

 


~Witajcie kochani!

Korzystając z krótkiej przerwy między wykładami, zapraszam do przeczytania najnowszej recenzji :)






Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: "Ja, ocalona"
Ilość stron: 430
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 28 października 2020







Po dziesięciu latach Katarzyna Berenika Miszczuk postanowiła powrócić do historii Wiktorii Biankowskiej i tak oto powstał tom czwarty pt. „Ja, ocalona”. Trzecia część delikatnie mnie rozczarowała, dlatego też pełna niepewności rozpoczęłam lekturę Ocalonej…

Akcja powieści zostanie osadzona kilka – kilkanaście lat później po wydarzeniach z „Ja, potępiona”. Wiktoria będzie musiała się zmierzyć nie tylko z Belethem, z którym uwaga – już nie będzie się spotykała z powodu zdrady, ale także z depresją Lucyfera, który postanowi przyspieszyć nieco apokalipsę. Czy poradzi sobie sama? A może ktoś jej pomoże? Jeśli martwicie się, że to będzie odgrzewany kotlet – spokojnie. Oprócz akcji prowadzonej z punktu widzenia głównej bohaterki zamierzam znacznie więcej miejsca poświęcić Azazelowi i reszcie diabelskiej kompanii. Czas opowiedzieć ich historię.

Z seriami książkowymi zazwyczaj bywa tak, że pierwsze tomy bardzo nam się podobają, jednak z każdym kolejnym jest coraz słabiej. Tak samo niestety było i w tym przypadku. W moim odczuciu „Ja, ocalona” wypada zdecydowanie najsłabiej. Dlaczego? 

Po pierwsze, fabuła leży i kwiczy. Po przeczytaniu pierwszych stu stron miałam czytelniczy kryzys i miałam ochotę sięgnąć po coś innego. Jestem jednak upartą osobą, która jak coś zacznie, to chce to skończyć. Na całe szczęście, gdzieś po pierwszej połowie książki coś zaczęło się dziać, nie mniej jednak ta historia zwyczajnie mnie nie zainteresowała.

Po drugie – bohaterowie. Wiki z każdą kolejną częścią przechodzi sama siebie. W tym tomie tylko zrzędzi i narzeka. Naprawdę. A jej relacja z Belethem została dość dziwnie poprowadzona i niezbyt mi się to spodobało. 
Po przeczytaniu III części miałam nadzieję, że w kolejnym tomie „skrzypce przejmie” inny bohater, którego uwielbiam (chodzi tu oczywiście o Azazela). Niestety, choć było go więcej niż np. w trzecim tomie to i tak czegoś mi zabrakło.

Katarzyna Berenika Miszczuk słynie ze swojego lekkiego i humorystycznego stylu pisania. Podczas czytania poprzednich tomów nie raz się uśmiechałam pod nosem, a nawet wybuchałam śmiechem. W Ocalonej takich sytuacji zabrakło.

Po trzecie – streszczanie fabuły poprzednich części. Równie dobrze można byłoby przeczytać tylko i wyłącznie IV część, a poprzednie sobie odpuścić, bo autorka opowiadała ze szczegółami dosłownie o każdym ważniejszym wydarzeniu z pierwszych trzech tomów. Rozumiem wspomnieć kilka istotnych szczegółów, ale nie każdy, nawet najmniejszy element poprzednich historii. Przez ten zabieg lektura Ocalonej była dla mnie zwyczajnie nużąca…

Co ciekawe, epilog jasno sugeruje, że autorka ma jeszcze nie jeden pomysł na dalsze perypetie bohaterów. Czy jeśli się ukażą, to po nie sięgnę? Zapewne tak. A póki co zabieram się za kolejną książkę.





Moja ocena: 5/10




Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu W.A.B.




Znacie tą serię? Co o niej sądzicie? :)





Girl from Stars




5 komentarzy:

  1. Kurczę kiedyś chyba nawet przeczytałam gdzieś pierwszy tom ale z chęcią powrócę bo jestem szczerze ciekawa. Mimo wszystko ta seria zdobywa bardzo poztywne odczucia :)
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że Ci się nie spodobała! Moim zdaniem na tle 1 czy 2 tomu ta powieść wypada fenomenalnie. Szczególnie Wiktoria, która dla mnie właśnie wcześniej była potwornie irytująca, a teraz choć trochę dojrzała. Jednak zgodzę się co do tego, że nie wiem, czy chcę kolejny tom :/ Mam co do tego spore wątpliwości

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie sama muszę ją sprawdzić, myślę, że mi mogłaby przypaść do gustu :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Melka blogerka

    OdpowiedzUsuń